Manila atrakcje miasta oraz ważne informacje i porady.
Wszyscy z czasem się zmieniamy, również ja. Niegdyś pełen dystansu i nieufności, dziś otwarty na świat i z optymizmem patrzący w przyszłość. Po co te zwierzenia zapytacie. Opowiadam o sobie po to, byście wiedzieli, że gdy napiszę, iż serdecznie nie lubię Manili, to nie będzie to stwierdzenie wynikające z mojego złego nastawienia czy wad charakteru, lecz przemyślana i poparta doświadczeniem wypowiedź.
Nim jednak zacznę znęcać się nad tym wielkim, filipińskim miastem, przekażę Wam trochę liczb i faktów, które pozwolą zrozumieć moją niechęć.
Manila stolica Filipin w liczbach
Co robić i zobaczyć w Manili oraz ile to kosztuje
- Wycieczka po starej i nowej Manili to spacer po mieści tym jakim jest dziś oraz starą, historyczną Manilą. Zobaczysz wiele atrakcji, które zapamiętasz na długo.
- Całodniowa wycieczka z Manili na wulkan Tagaytay Taal to łączona wycieczka, podczas której zobaczysz miasto Tagaytay i panoramę jeziora Taal oraz wulkan.
- Wycieczka rowerowa Sunset Bamboo z przewodnikiem, podczas której odwiedzisz najbardziej zabytkową dzielnicę Manili.
- Noclegu w Manili proponuję szukać na stronie Agoda, my nigdy się nie zawiedliśmy.
- Karta eSim to dobry i tani sposób na dostęp do Internetu.
Manila to stolica Filipin i zarazem główne miasto kraju. Leży ona na Luzon, największej z wysp archipelagu filipińskiego. Jest to ogromna powierzchnia miejska, tworzona przez kilkanaście potężnych miast-dzielnic ją otaczających. Największe z nich to Queaon City, Caloocan, Makati, Malata czy Santa Cruz. Wspólnie tworzą one ogromne miasto nazywane Mega Manila. Cały ośrodek miejski liczy sobie obecnie ponad 23 miliony ludzi, czyli niemal jedną czwartą wszystkich mieszkańców Filipin.
Takie napakowanie ludzi w jednym miejscu widoczne jest zaraz po tym, gdy wyjedzie się z lotniska. Moja pierwsza myśl, gdy wiozące nas auto wpadło do miasta, to że jest tu zbyt wielu ludzi!! Przypomniałem sobie wówczas powieść Dana Browna; Inferno. Główny bohater książki skonstruował wirusa, którego zadaniem miało być zmniejszenie płodności u określonej grupy ludzi.

Pamiętam swoje oburzenie po przeczytaniu powieści i strach, że być może ktoś, kiedyś coś takiego zmontuje. Teraz jednak patrząc na bezwładną masę mieszkańców Manili i przepychając się przez tłum, którego jedynym celem wydaje się płodzenie dzieci i brnięcie przez życie na granicy ubóstwa, sens książki nagle przestał być aż tak oburzający.
W biedniejszych dzielnicach i slumsach, które stanowią niemal połowę całej Manili, trzeba bardzo uważać, by nie potknąć się o wszechobecne dzieciaki. Biegają one bez opieki pomiędzy stojącymi w wiecznych korkach Jeepneyami i wpychającymi się w każdą wolną przestrzeń, dymiącymi motorami z przyczepą zwanymi tu trycyklami. Miejskie dzieci, jak je tu nazywają, są w różnym wieku. Od takich, które dopiero nauczyły się chodzić, po bardziej zaradnych kilkunastolatków.
Dla Europejczyka wstrząsem może być widok dziewczynki z bobasem na ręku, drugim przy nodze i z ponownie zaokrąglonym brzuchem. Często, gdy matka finalizuje kolejną ciążę, najstarsza córka rodzi razem z nią.

Poza przeludnieniem i koszmarnymi warunkami życia w biednych dzielnicach Manili, kolejnym problemem, który jest nie do przeskoczenia dla nas, są wieczne korki na ulicach miasta. Auta stoją w kilometrowych sznurach, dymiąc niemiłosiernie. Pomiędzy samochodami przeciskają się skutery i inne lokalne wynalazki. Z tego, co słyszałem, Manila jest drugie najbardziej zatłoczone miasto świata. Chyba któreś z indyjskich mega miast jest na szczycie tego niechlubnego rankingu.
Wszystko to o czym napisałem, zaobserwowałem w drodze z lotniska, a była już prawie północ i nie dotarliśmy jeszcze do hotelu.
Transport z lotniska w Manili

Przylatując do Manili i decydując się na pozostanie w mieście, czeka Was przeprawa z lotniska do wybranego wcześniej hotelu. Tu radzę spokój, rozwagę i brak pośpiechu. Opcji opuszczenia lotniska jest wiele. Jedne są droższe inne tańsze. My zdecydowaliśmy się na naszym zdaniem najtańszy i najwygodniejszy sposób, mianowicie skorzystaliśmy z usług firmy Grab.
Grab jest to przewoźnik konkurujący z Uberem. Na lotniskach Filipin i w innych turystycznych miejscach stoją budki w kolorze zielonym, w których możemy zamówić kierowcę i samochód. Oczywiście możemy zrobić to sami przy pomocy specjalnej aplikacji. Jednak skorzystanie z pomocy dziewczyny siedzącej na stanowisku Graba jest szybsze i kosztuje tyle samo.
Tu ostrzeżenie! Za przejazd do wybranej przez nas dzielnicy Manili Malate płaciliśmy około 300 peso. Taksówkarz zaproponował nam ten sam kurs za 2200 peso! Prawdopodobnie najtaniej byłoby wskoczyć do ciasnej kabiny trycykla, ale tłuc się przez brudne ulice zatłoczonej Manili dymiącym i wyjącym motorem, było ostatnią rzeczą, na jaką mieliśmy ochotę.
O szczegółach związanych z transportem pisała Magda w jednym z poprzednich wpisów.
Internet na Filipinach

Kolejną ważną rzeczą, a nawet najważniejszą, po przylocie do nowego kraju, jest dostęp do Internetu. Na Filipinach Internet jest w miarę tani, lecz jakością odbiega od tego, co oferują inne kraje regionu.
Kartę do telefonu kupiliśmy na lotnisku. Zdecydowaliśmy się na 18 GB-owy pakiet ważny przez miesiąc. W pakiecie są takie ciekawostki jak 1 GB dziennie darmowego dostępu do YouTube, czy możliwość korzystania z równie darmowej, lecz ograniczonej o zdjęcia i filmy wersji Facebook.
Na Filipinach w zasadzie królują dwaj operatorzy sieci komórkowej, dzięki którym otrzymujemy dostęp do Internetu. Są to Smart i Glob. Po szybkiej analizie doszedłem do wniosku, że obie firmy oferują dokładnie to samo w nieco innych pakietach. Można by pokusić się co prawda o analizę jakości połączeń na konkretnych wyspach. My jednak wciąż nie mieliśmy szczegółowego planu, więc mogliśmy trafić dosłownie wszędzie.
Gdy piszę ten tekst, minęło dziesięć dni od zakupu, a wykorzystanie płatnego transferu przekroczyło właśnie 9 GB. Wydaje się sporo, lecz pamiętajcie, że często w hotelach czy resortach oferowany tam dostęp do sieci jest znacznie gorszy niż ten z telefonu. Zdarzało się więc, że całymi dniami udostępniałem Internet na nasze laptopy i Magdy telefon.
Wybrany przez nas pakiet kosztował 990 peso, co po przeliczeniu daje nam około 15 funtów lub 75 złotych. Oczywiście, jeżeli ktoś bardzo chce oszczędzić kilka złotych, może poszukać karty na mieście lub rozejrzeć się za tańszym operatorem.
Wszystkie ceny podane w artykule są orientacyjne, gdyż zmieniają się błyskawicznie, a i technologia nie stoi w miejscu. O internecie w różnych krajach Azji pisaliśmy już na Naszych Szlakach
Hotele i inne możliwości zamieszkania w Manili
Hotele, ich ceny i jakość to również działka Magdy, opisze je niebawem znacznie dokładniej i dużo lepiej niż ja. Powiem tylko, że warto zwrócić uwagę na dzielnicę, w której szukacie hotelu. Są miejsca, gdzie dobrze prezentujący się na stronie www ośrodek, otoczony jest slumsami, składami złomu czy oferuje pokoje na godziny. Chyba że tego właśnie szukacie, w takim razie bawcie się dobrze.
Manila atrakcje stolicy Filipin
Atrakcje Manili to wbrew pozorom bardzo trudna i bardzo krótka część artykułu. Powiem może tak, w przewodnikach jako największą atrakcję Manili wymienia się Robinsons Place Manila, ogromne centrum handlowe oraz stare miasto Intramuros. Obie te atrakcje można by sobie opuścić, gdyby tylko była jakaś alternatywa.
Manila atrakcje — Centrum handlowe Robinsons Pace Manila
Centrum handlowe jest faktycznie ogromne, ale nie ma w nim niczego, co mogłoby tłumaczyć większe nim zainteresowanie. No, chyba że spędziliście 16 godzin w samolocie po to, tylko by zrobić zakupy.
Jedyne co okazało się dla nas przydatne, to stoiska z owocami, o które bardzo trudno w Manili. Zrobiliśmy spory ich zapas i ruszyliśmy dalej.
Manila atrakcje stare miasto Intramuros w Manili, mury obronne i fort Santiago

Mury obronne zbudowane zostały przez Hiszpanów w XV wieku. Otaczały one ówczesne miasto Intramuros, które było ośrodkiem administracyjnym hiszpańskich kolonistów i dało początek późniejszej Manili. Mury same w sobie nie są niczym ciekawym. Ciekawa jest za to historia Hiszpanów na Filipinach. Napiszemy o tym w kolejnym artykule.
Poza spacerem po murach i w ich okolicy można odwiedzić dawne, hiszpańskie miasto. By do niego dotrzeć, musimy przejść przez bramę miejską zbudowaną, podobnie jak mury w XV wieku. Brama jest ładna i moim zdaniem to najbardziej interesujący zabytek w całej Manili.
W Intramuros zachowało się sporo kolonialnych domów, kościołów i innych zabytków pamiętających czasy, gdy Filipiny zależne były od hiszpańskiej korony. Budynki noszą ślady dawnej świetności i dostatku, w jakim żyli Hiszpanie na Filipinach.
Niestety obecnie na starych budynkach widać ślady zaniedbania. Kilometry kabli powiązane w grube, zwisające nad ulicami sznury, nie podnoszą uroku tego, ładnego skądinąd miejsca.
Po starym mieście możecie przejechać się dorożką, które są pamiątką po Hiszpanach.
Manila atrakcje Fort Santiago w Manili
Natomiast fort Santiago to nic innego jak trochę starych komnat i podziemi w okolicach dawnych murów obronnych. Za wejście trzeba zapłacić i uwierzcie mi, wstydziłbym się brać za to pieniądze, gdyż nie ma tam nic, co by taki wydatek tłumaczyło.
Manila atrakcje – Bazylika Quiapo w Intramuros

Bazylika Quiapo stoi niemal w centrum Starego Miasta. Obecny budynek został postawiony zaledwie kilkadziesiąt lat temu, po tym, gdy poprzedni zniszczyło trzęsienie ziemi. Trzeba przyznać, że zabytek nie ma szczęścia. Na przestrzeni wieków spłonął, zniszczyło go trzęsienie ziemi, był wysadzany i niszczony w bombardowaniach. Nie można mieszkańcom Manili odmówić zaciętości w jego odbudowie.
Kościół Quiapo zwany jest też kościołem Czarnego Nazarejczyka. Nazwa pochodzi od figury Jezusa wyrzeźbionej w ciemnym drewnie przez pewnego meksykańskiego artystę. Przez jakiś czas budziła ona sporo kontrowersji, gdyż oskarżano władze miasta o sugestie, że Jezus mógł być ciemnoskóry i podobny do mieszkańców Filipin. Dobrze, że sprawa ucichła wszak kościół za mniejsze przewinienia palił ludzi na stosie.
Wnętrze bazyliki to kościół jak każdy inny. Nas przyciągnął tym, że jego mroczne wnętrze wydawało się chłodne i zachęcało, by odetchnąć od prażącego na zewnątrz słońca. Nic z tego, wnętrze świątyni okazało się nawet cieplejsze niż skwar na zewnątrz.
Manila atrakcje San Agustin Church
W przeciwieństwie do poprzedniego kościoła ten przeszedł przez burzliwą historię Manili z dużym szczęściem. Jest całkiem ładny, jeżeli lubicie zwiedzać kościoły i będziecie w okolicy warto wpaść.
Manila atrakcje Rizal Monument w centrum Manili

Jose Rizal to filipiński bohater narodowy i niezwykła postać. Był uzdolnionym młodym człowiekiem, gdy trafił na uniwersytet w Manili. Dzięki niebagatelnej inteligencji i uporowi udało mu się dostać na studia w Madrycie. W XIX wieku Filipińczyk studiujący w Europie był sporym wydarzeniem. Radził sobie świetnie i skończył tam medycynę z wyróżnieniem. Następnie przeniósł się do Paryża, gdzie studiował filozofię i literaturę. Mówił doskonale w siedmiu językach, a w kilkunastu tak sobie.
Po powrocie na Filipiny rozpocząć walkę o reformę zależności Filipin od Hiszpanii. W swoich pracach opowiadał o nieudolności hiszpańskich kolonistów oraz o wielu niesprawiedliwościach, jakich dopuszczają się wobec ludności wysp. Zdobył tym ogromną popularność wśród mieszkańców Filipin i dużą niepopularność wśród Hiszpanów, jak się pewnie domyślacie.
Tym ostatnim nie spodobało się uwielbienie, jakim darzyli Rizala Filipińczyci i gdy tylko trafiła się okazja, deportowano go na wyspę Mindanao, po czym starano się wyciszyć jego popularność. Gdy kilka lat później wybuchło powstanie przeciwko uciskowi, Razal został oskarżony o podżeganie do buntu i, pomimo że nie miał on nic wspólnego z niniejszymi wydarzeniami, skazany na śmierć. Krótko potem został rozstrzelany na jednym z placów w Manili.
Był to ogromny błąd władz kolonialnych, gdyż śmierć Jose Rizala uczyniła go męczennikiem i zachęciła tysiące młodych Filipińczyków do tworzenia silnego ruchu oporu, z jakim Hiszpańscy kolonialiści nie spotkali się nigdy wcześniej.
W centrum Manili stoi dziś mauzoleum i posąg Jose Rizala. Jest to jedno z ważniejszych, dla Filipińczyków miejsc i symbol uzyskanej niepodległości. Warto wpaść w okolice pomnika, gdyż jest to jedno z niewielu miejsc w Manili, gdzie można odpocząć w zielonych parkach i deptakach.
Dzielnica Makati biznesowe i finansowe centrum Filipin
Dzielnica Makati to zupełnie odmienny obraz Manili. Znajdują się tu błyszczące wieżowce pełne zagranicznych przedstawicielstw i siedzib ogromnych korporacji. Są tu banki i towarzystwa ubezpieczeniowe. To tutaj przepływa 90% filipińskiego biznesu, a ludzie zdają się nie wiedzieć nic o biedzie, z którą sąsiadują. Ten kontrast pomiędzy finansową elitą a resztą społeczeństwa strasznie mnie przygnębił. Wzięliśmy więc nogi za pas i wróciliśmy do prawdziwej Manili.
I to w zasadzie tyle, co mogę napisać o atrakcjach stolicy Filipin. Jest tu oczywiście Muzeum Narodowe z lokalnymi dziełami sztuki, gdyż te, co cenniejsze zdobią ściany muzeów w Madrycie i Barcelonie.
W budynku muzeum jest również galeria sztuki i oceanarium, ale nie mogę nikogo zachęcić do ich odwiedzenia, chyba że od zawsze było to Waszym marzeniem, wówczas sobie nie żałujcie.
Jedzenie w Manili

Jedzenie w Manili zdominowane zostało przez ogromne sieciówki typu McDonald, KFC, czy bardzo tu popularną sieć jadłodajni Jollibee z zabawną pszczołą w logo. Jakie jest jedzenie w McDonaldzie, wie każdy. Bardzo podobne dania serwuje Jollibee, plus trochę lokalnych specjałów.
By zjeść dobrze i smacznie trzeba wybrać się bogatszych dzielnic i zajrzeć do markowych restauracji. Oczywiście musicie się wówczas liczyć z kosztami kilkukrotnie wyższymi. Przykładem jest ulubiony przez Magdę mango shake. W knajpie, w dzielnicy Malate ten specjał kosztuje około 80 pesos, czyli jakieś 6 zł.
Natomiast ten sam napój z wyciśniętego mango i z dodatkiem lodu w restauracji w dzielnicy Makati kosztował już ok. 300 pesos. Podobnie kawa. W kawiarni pod hotelem 60 pesos, a w gwiazdkowej restauracji w Makati 280 pesos.
Tak naprawdę jedzenie na Filipinach niczym nie zachwyca. Jest raczej nudne, szykowane pospiesznie, bez polotu i fantazji. Zwłaszcza gdy porównamy kuchnię filipińską do tej znanej z Tajlandii. Większość knajp w miastach, i niestety na wyspach również, oferuje typowe tu dania składające się z ryżu i czegoś jeszcze. Najczęściej to coś jeszcze to jajko, tutejsze parówki czy wołowina z puszki.
Oczywiście można znaleźć świetne jedzenie, lecz trzeba mieć dużo szczęścia. Nasze szczęście objawiło się na wyspie Tablas gdzie trafiliśmy do kuchni z niezwykle utalentowaną kucharką, o czym pisaliśmy w artykule; Kurczak curry z wyspy Tablas.
Przestępczość i bezpieczeństwo w Manili

Sporo mówi się o niebezpiecznej Manili. Zgadzam się, są tu miejsca, gdzie lepiej się nie kręcić. Jednak sytuacja znacznie się poprawiła za sprawą kontrowersyjnego prezydenta Rodrigo Duterte. Jako burmistrz jednego z dużych, filipińskich miast powołał do życia szwadrony śmierci. Były to oddziały policji uzbrojone po zęby i wypuszczane na miasto po to, by strzelać do przestępców. Płacono im spore pieniądze za każdego zabitego bandziora.
Przestępczości zmalała i Rodrigo został w końcu prezydentem Filipin. Sprawdzone wcześniej rozwiązania wprowadził do stolicy kraju i na inne wyspy. Pomimo krytyki płynącej z całego świata, ludzie go kochają i nikt nie mówi, że powołane przez niego szwadrony zabójców, zabijają nie tylko przestępców, ale też jego przeciwników politycznych. Podobno sam Duterte nie odmawiał sobie przyjemności strzelania do ludzi oskarżonych o handel narkotykami.
Czystki zmieniły społeczeństwo Filipin, dziś lepiej głośno nie rozmawiać o prezydencie i sposobach, za pomocą których radzi sobie z przestępczością. Mówię zupełnie poważnie, to temat, którego powinniście unikać.
Na zakończenie wyprawy po Manili
Jak napisałem na początku Manila to okropne miasto i choć jest to moje subiektywne zdanie, jest wielu podróżników, którzy uważają podobnie. Jest to zatłoczona do granic przyzwoitości metropolia, pełna niesprawiedliwej dysproporcji pomiędzy bogactwem a biedą.
Odstręcza mnie w nim nie tylko bród, do tego można przywyknąć, a przynajmniej przestać się nim przejmować. Nie do zaakceptowania jest jednak brak edukacji i bezmyślna, wpisana w tradycję prokreacja. Przez złe zarządzanie krajem władze nie oferują mieszkańcom Filipin rent i emerytur.
Zatem po wielu latach ciężkiej pracy, jedynie duża liczba dzieci daje wielu ludziom szansę na jako taki byt. I to właśnie, jest największą zaletą mieszkańców wysp. Są niezwykle rodzinni i oddani sobie nawzajem. Nawet gdy komuś poszczęści się i wyjedzie w bogatszej rejony świata, nie zapomina o rodzinie i chętnie dzieli się tym, co uda mu się zarobić.
Za co nie lubię Manili
Obiecałem, że na koniec artykułu poznęcam się nad stolicą Filipin, a więc proszę: Nie lubię Manili za brud, za hałas, za wiecznie zakorkowane ulice. Nie lubię jej za głupotę władz, które nic nie robią z aż nadto wyraźnymi problemami społecznymi. Nie lubię w Manili przeludnienia, które wynika z braku edukacji i życiu w fanatycznym katolicyzmie przez setki lat, o co zadbał kościół hiszpański. Nie lubię stolicy Filipin za wygórowane ceny, za McDonalda na każdym kroku i za brak dobrej kawy, a to tylko czubek góry lodowej.
Co podobało mi się w Manili
W Manili lubię wielkie, międzynarodowe lotnisko, na które można przylecieć z każdego niemal miejsca na świecie. Spodobało mi się to, że można tu wsiąść do autobusu i po kilku godzinach być na jednej z rajskich wysp. No i wreszcie w Manili polubiłem jej mieszkańców, którzy mimo ogromnych trudów są uśmiechnięci i jakoś dają radę. Więcej fajnych rzeczy nie pamiętam, przykro mi.
Manila informacje, fakty i ciekawostki
- Mega Manila zamieszkała jest przez ponad 23 miliony ludzi. Jest to prawie jedna czwarta wszystkich mieszkańców Filipin. Ale co ciekawsze jest to ponad 70 procent mieszkańców Polski.
- W Manili niemal na każdym kroku znajdziecie restaurację McDonald’s i bardzo do nich podobne Jollibee. Są to sieciówki, które zagarnęły praktycznie cały rynek fast foodów w Manili. Jadają tam wszyscy od kierowców Jeepneyów po menażerów firm. Nie lubię takich przybytków, ale Magda znalazła tam kilka smakujących jej dań.
- Na Filipinach, a w Manili szczególnie, rzuca się w oczy to, że niemal każdy mundurowy nosi przy sobie broń. Ze zdziwieniem zauważyłem, że gość odpowiedzialny za otwieranie drzwi w McDonaldzie ma przy pasku broń i amunicję. Podobnie ochroniarz w hotelu kręcił się przed wejściem ze strzelbą przewieszoną przez ramię.
- Nazwa Filipiny pochodzi od imienia króla Hiszpanii Filipa II Habsburga. To za jego panowania Hiszpania przyłączyła wyspy na Pacyfiku do korony.
- Filipiny to jedna z najszybciej rozwijających się gospodarek świata.
- Archipelag Filipin obejmuje ponad 7 tysięcy wysp w tym około 800 zamieszkałych.
- Największą wyspą jest Luzon. To tam leży stolica kraju Manila.
- Manila generuje prawie 90 procent całej produkcji przemysłowej kraju.
- Manila przez wieki znajdowała się pod czyjąś okupacją. Najpierw byli Hiszpanie, potem Amerykanie. W czasie II Wojny Światowej miasto okupowali Japończycy.
- Filipińczycy uwielbiają białą skórę. Często widziałem, z jakim przerażeniem i zdziwieniem przyglądali się Magdzie, gdy ta opalała się na plaży. W niemal wszystkich kosmetykach dostępnych na wyspach znajdują się wybielające środki chemiczne, a ludzie w słoneczne dni chodzą ubrani w długie rękawy lub pod parasolami.
- Oficjalni głównym językiem kraju jest filipino, nazywany również tagalog. Używają go mieszkańcy wyspy Luzon i stolicy kraju Manili. Jednak każda z wysp ma własny dialekt. Dialekty na wyspach są tak od siebie różne, że ich mieszkańcy nie potrafią się z sobą porozumieć. Z tej przyczyny językiem urzędowym ustanowiono język angielski.
- Filipińczycy uwielbiają karaoke. Potrafią śpiewać popularne piosenki całymi godzinami. Przekonaliśmy się o tym będąc na wyspie Tablas. Wyobraźcie sobie rajską zatoczkę otoczoną dziewiczą dżunglą. Kilka ośrodków estetycznie ukrytych wśród palm, czysty raj. Któregoś dnia spotkało się kilku lokalnych śpiewaków i katowali utwory Elvisa przez prawie cały dzień. Dziwne, ale nigdy więcej się nie pojawili, osobiście uważam, że ktoś ich zastrzelił.
- W Manili transport publiczny to w głównej mierze wysłużone i fantastycznie zdobione słynne samochody Jeepney. Są to pozostawione przez Amerykanów po II Wojnie Światowej samochody wojskowe Jeep.
- Na Filipinach z powodu przeludnienia wymyśla się zbędne gdzie indziej zawody. Przykładem jest otwieracz drzwi w McDonald’s. Innym przykładem jest knajpa, w której co najmniej troje ludzi podaje jedzenie. Ostatnio jeden chłopak przyniósł nam widelce, inny serwetki a następny jedzenie i jeszcze jeden wodę.
- Filipińczycy jedzą bardzo mało owoców. Jest to niezrozumiałe dla nas, gdyż w tutejszym klimacie rośnie dosłownie wszystko. Jednocześnie w Manili bardzo trudno kupić, powszechne tu mango czy owoce papai. Dieta filipińczyków składa się przede wszystkim z ryżu i mięsa, co jest przyczyną częstych i przewlekłych chorób. Najpopularniejszym owocem są orzechy kokosowe (choć nie wiem, czy orzechy to owoce?). Występują na każdej wyspie w wielkich ilościach. Co ciekawe mieszkańcy wysp za nimi nie przepadają i często zdarza się, że palą w całości całe setki dojrzałych orzechów.
- Wielu uważa, że głównym towarem eksportowym Filipin są młode dziewczyny. Starszy pan z Anglii czy Niemiec idący z młodziutką i śliczną dziewczyną to zupełnie normalny widok.
Polecam również:
- Wyspa Mindoro na Filipinach idealny kierunek na wypoczynek i przygodę.
- Tajemnicze plemię Mangyan z wyspy Mindoro.



