Ukraińskie przysmaki na rynku we Lwowie
Smaki

Suszone ryby lwowskie – kulinarna egzotyka zza wschodniej granicy

Przechadzając się wolnym tempem pomiędzy straganami ustawionymi przed operą lwowską, uginającymi się pod kolorowymi smakołykami, trunkami wysokoprocentowymi, kwasem chlebowym  i pięknie wyszywanymi sukienkami, nagle mój wzrok przykuło jedno stanowisko. W zasadzie nie tylko wzrok,  bo także powonienie zareagowało natychmiastowo wyczuwając ostrą, drażniącą woń ryb. 

Spojrzałem z niedowierzaniem na wystawione pod chmurką smakołyki, które prażyły się w popołudniowym słońcu. Pierwsze co przyszło mi do głowy gdy odchodziłem od tego kramu, to to, że u nas na 100% taka sprzedaż by nie przeszła – bo przepisy, bo sanepid, bo straż miejska i problemy. Do tego jeszcze Unia, dyrektywy i ogólnie kryminał, a tu proszę – można! W końcu „demokracja i swoboda”.

Na Lwowskim targu kupić można lwowskie przysmaki oraz tradycyjne przedmioty z Ukrainy
Na Lwowskim targu kupić można lwowskie przysmaki oraz tradycyjne przedmioty z Ukrainy. Barwne, wyszywane suknie i fartuchy przypominają nasze ludowe stroje.

– Widzieliście co tam sprzedają? – zapytałem, gdy w końcu dogoniłem Ewę, Violę i Robsona, którzy zafascynowani bibelotami nawet nie zauważyli tego specyficznego stanowiska

– Ryby suszone, mięso chyba suszone i w ogóle wszystko suszone – Pokiwali przecząco głowami i niezbyt zaciekawieni ruszyli dalej.

Jednak nie dawało mi to spokoju

– Ciekawe jak to smakuje. Może kupimy i spróbujemy? – i nie czekając na odpowiedź wyciągnąłem drobniaki, tak by już za moment  dzierżyć w dłoni woreczek z rybią zawartością.

– My tego nie zjemy  – powiedziały chórem dziewczyny, co pasowało jak ulał do bliskości opery – chcesz to sam próbuj. No i spróbowałem.

Powiem Wam, że oprócz tego że woń ryby jest jak by spotęgowana, to ogólnie wrażenia na tak zwany plus. Lubię słone przekąski, a trzeba przyznać, że ta musiała długo moczyć się w solance. Jednak ten aromat pozostający w ustach, po naprawdę malutkim kawałeczku jest nie do wytrzymania. Całować się po przekąszeniu ryby suszonej to można raczej zapomnieć. Jednak jak by akurat nie zanosiło się na amory, to powiem szczerze, że pod piwko, czy pod chłodną wódeczkę to przekąska jak każda inne, a nawet może i lepsza niż te ociekające tłuszczem chipsy.

Targ we Lwowie na Ukrainie można kupić tradycyjne wypieki i smaczne lokalne przysmaki
Targ we Lwowie na Ukrainie można kupić tradycyjne wypieki i smaczne lokalne przysmaki. Polecamy szczególnie lwowskie obwarzanki polane lukrem.

Warto spróbować, tym bardziej, że ryby suszone to jak by nie patrzeć nasza tradycja, bo zajadali się nimi nasi królowie w czasach postu i szczególnie umiłowali sobie tak zwane „ryby lwowskie” – czyli pochodzące z Dniestru, Morza Czarnego i Kaspijskiego, a dystrybuowane aż do 18 wieku przez kupców lwowskich.

Polecam odważnym

Cena ryb Lwowskich

groszowe sprawy, z tego co pamiętam to 10 hrywien za sztukę

Porada dla smakoszy

Nie powtarzajcie mojego błędu i nie pakujcie do plecaka koleżanki ryby „na później”, szczególnie w upalny dzień. Woń jaka ciągnie się za niosącym torbę powoduje omdlenia w zasięgu 5 metrów, a stada mew zlatują się nie wiadomo skąd i skrzeczą nad głową niosącego, niczym nad kutrem rybackim.

Ciekawostki

– w XVI wieku kwitł we Lwowie międzynarodowy handel ryb. Mieszczanie skupowali ryby na sprzedaż od szlachty zarządzającej stawami rybnymi znajdującymi się na Rusi Wschodniej.

– w XV wieku suszona ryba była walutą na Islandii

– Popularne w Polsce, były tak zwane „Sztokfisze”, czyli suszone dorsze. Produkowane są do dzisiaj w Norwegii i Islandii. Przed spożyciem sztokfisze należy ubijać młotkiem do mięsa, a następnie przez kilka dni moczyć, zmieniając wodę 2 razy dziennie.

– W starożytnej Babilonii do potraw dodawano pastę z suszonych ryb.


 

Słynne lwowskie suszone ryby. Ukraińskie przysmaki.
Słynne lwowskie suszone ryby, których zapach potrafi przedrzeć się nawet przez folię i szkło 🙂
Suszone ryby ze Lwowa, przysmak wprost z Ukrainy.
Pomimo legendarnego już zapachu ryby lwowskie wyglądają apetycznie.

 

Michał Baranowski

Autor artykułów i fotografii na blogu podróżniczym Nasze Szlaki. Podróżnik na pół etatu. Najlepiej czuje się w mrocznych, wilgotnych podziemiach starych zamczysk, gdzie dokopuje się do mrocznych tajemnic i legend.

4 komentarze

  • Lidka

    Pamiętam jak mój tata wędził ryby, palce lizać. Nie prawdą jest że nie wolno wędzić domowym sposobem. Ciągle wolno to robić ale na własny użytek, by sprzedawać trzeba mieć badania i udokumentowane źródło pochodzenia ryb.

  • Kamil

    Nie wiem czy to przysmak czy nie ale pod wódeczkę była by idealna taka rybka. Lepsza niż ta słonina co wcześniej pisałeś

  • Daria O.

    Wygląda dobrze ale takie słone i wysuszone jedzenie robi się z tego które nie sprzedało się wcześniej i trzeba zamaskować nieświeżość

  • Marlena

    Nie rozumiem tych jęków na Unię Europejską i wszelkie Europejskie Komisje. Jeżeli powstaje jakiś zakaz lub się czegoś zabrania to najczęściej jest to dokładnie wyjaśnione. To nie ustalanie prawa jak na naszym podwórku gdzie pisze się ustawy pod konkretne, wpływowe grupy.
    Dzika sprzedaż jedzenia z niewiadomego źródła, do tego wędzona nie wiadomo czym to jak proszenie się o kłopoty.
    Substancje smoliste i rakotwórcze wykryte w wędzonkach tych tak zwanych domowej roboty przewyższają to co wdychamy na ulicach zadymionych miast tysiąckrotnie.
    Oczywiście każdy decyduje o tym co je i to jest właśnie demokracja ale mądrość polega na tym by wcześniej zorientować się dlaczego powstają zakazy i dlaczego pewnych rzeczy nie powinno się spożywać.
    Mimo to pewnie znalazły by się na tych straganach zdrowsze i smaczniejsze przekąski 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *